Wyspa Wielkanocna – najsamotniejszy skrawek świata

Wyspa Wielkanocna – zwana języku jej dawnych mieszkańców Rapa Nui – to najbardziej oddalony od jakiegokolwiek innego lądu skrawek świata. Terytorialnie należy ona do Chile jednak geograficznie jest to najbardziej na wschód położona wyspa Polinezji. Wyspa ta nie dosyć, że jest taka samotna to na dodatek nie jest też zbyt duża. Właściwie kilkudniowy (cztero-pięcio dniowy) pobyt na niej pozwala poznać ją w miarę dokładnie i bez specjalnego pośpiechu. Na wyspie praktycznie nie ma przemysłu co w zestawieniu z jej odosobnieniem stanowi o tym, że powietrze tutaj jest naprawdę czyste. Spokój, czystość, ciekawa kultura… to powody dla których warto na tę wyspę się wybrać.

Na wyspie znajduje się jedno miasteczko w którym żyje ok trzech tys. mieszkańców. Wszyscy mieszkańcy związani są w jakiś sposób z turystyką i właściwie jest to główne źródło utrzymania mieszkańców wyspy. Na skraju miasteczka znajduje się lotnisko, które jest głównym węzłem komunikacyjnym wyspy (znikoma ilość osób przybywa na wyspę statkami ponieważ najłatwiej dostać się na nią lub z niej wydostać właśnie samolotem) . Lotnisko – noszące nazwę Mataveri – jest niewielkie (posiada tylko jeden pas usytuowany w poprzek wyspy) a jego zabudowania są dobrze wkomponowane w otoczenie – tak że nie psują zbytnio widoku tak niewielkiej wyspy. Przylatujących na wyspę turystów w hali przylotów witają naszyjnikami z kwiatów (tak jak na innych wyspach Polinezji) przedstawiciele hotelików i pensjonatów. Ci turyści którzy nie zarezerwowali sobie miejsc noclegowych wcześniej mogą skorzystać z obecności przedstawicieli praktycznie wszystkich obiektów noclegowych właśnie na lotnisku i od razu po przylocie zorganizować sobie miejsca noclegowe bez zbędnych dalszych poszukiwań. Pomimo że lotnisko leży na skraju miejscowości Hanga Roa i dotarcie do centrum piechotą zajmuje ok 15-20min to i tak nie ma problemu z dotarciem do odpowiedniego obiektu turystycznego, gdyż właśnie przybyli na lotnisko przedstawiciele hoteli i pensjonatów (często sami właściciele) zabierają przybyszy do nich własnymi samochodami.

Miejscowość Hanga Roa to niewielkie miasteczko usytuowane nad brzegiem oceanu. Znajduje się w nim kilka sklepów i kilka restauracji… w okresie poza wakacyjnym nie ma tu zbyt wielu turystów (co podobno jednak się zmienia w czasie kiedy mieszkańcy Ameryki Południowej mają wakacje czyli od połowy grudnia) . Warto więc tak wybrać termin pobytu na wyspie aby ominąć szczyt sezonu. Klimat na wyspie jest na tyle łagodny, że właściwie można ją odwiedzać przez cały rok.

Główną i najbardziej znaną atrakcją wyspy dla której przybywają na nią turyści są kamienne posągi moai. Podobno jest ich na wyspie ponad osiemset ale tylko kilkadziesiąt z nich zostało postawionych. Kiedy na wyspę przybyli Holendrzy pod dowództwem Jamesa Cooka wszystkie posągi były powalone a na wyspie panowała wojna domowa. Prawdopodobną przyczyną panującej na wyspie sytuacji były kurczące się zasoby w czasie kiedy liczba ludności osiągnęła poziom około 15tys. mieszkańców. Posągi moai zostały postawione na swoich dawnych miejscach dopiero po drugiej wojnie światowej i obecnie są magnesem przyciągającym turystów z całego świata.

Oprócz artefaktów z przeszłości na wyspie znajduje się też kilka plaż. Ponieważ jest to wyspa wulkaniczna to większość z nich jest kamienista a brzegi są przeważnie skalnymi klifami. Kilka niewielkich plaż znajduje się w samym centrum Hanga Roa. Jednak plaża uważana za najpiękniejszą położona jest na drugim – północnym – krańcu wyspy. Nazywa się ona Anakena i jest to jedyna piaszczysta plaża na wyspie. Można tam dotrzeć wypożyczonym samochodem (brak transportu publicznego na wyspie) lub rowerem (odległość ok. 15km od miasta). Biorąc pod uwagę odległości na wyspie zdecydowanie ciekawszym rozwiązaniem wydaje się to drugie – objechanie całej wyspy dookoła to wycieczka całodniowa jednak zdecydowanie godna polecenia.

Na południowo-zachodnim krańcu wyspy znajduje się inna atrakcja wyspy – wulkaniczny stożek Rano Kau. Na szczycie znajduje się malowniczy krater średnicy około półtora kilometra na dnie którego znajduje się zarastające jeziorko. Na szczyt tego wzniesienia biegnie szlak turystyczny. Szlak ten przebiega w taki sam sposób w jaki wiodły na szczyt dawne rytualne ścieżki mieszkańców tej wyspy (o czym informuje tablica na początku szlaku). Zejście do samego jeziora nie jest możliwe jednak i z góry prezentuje się ono naprawdę przeuroczo. Przy krawędzi krateru znajdują się punkty widokowe z których można podziwiać zarówno samo jego wnętrze jak i rozległą panoramę wyspy.

Idąc dalej szlakiem za kraterem Rano Kau znajduje się dawna obrzędowa wioska Orongo. Wioska ta była zamieszkiwana jedynie podczas obrzędów noszących nazwę Tangata Manu czyli zaledwie przez kilka tygodni w ciągu roku. W wiosce tej znajduje się kilka odrestaurowanych kamiennych płaskich domów w kształcie odwróconych łodzi oraz naskalne petroglify przedstawiające lokalne obrzędy – ptaki, ryby i postaci. Przy wejściu do tej dawnej wioski znajduje się małe muzeum.

Kamienne posągi moai które znajdują się na wybrzeżach dookoła całej wyspy powstawały w kamieniołomach znajdujących się we wschodniej części wyspy. Kamieniołomy te były usytuowane na zboczu wulkanu Rano Raraku. Zarówno w samych kamieniołomach jak i w ich otoczeniu można zobaczyć liczne posągi moai. Niektóre z nich są już ukończone inne są w stanie w którym przerwano nad nimi prace – a więc tylko częściowo wykute w skałach zboczy wulkanu. Kamieniołomy Rano Raraku to miejsce o największym nagromadzeniu tych posągów na wyspie. W środku samego krateru znajduje się przepiękne niewielkie jeziorko nad którym można odpocząć (panuje tu niesamowity mikroklimat – nawet jeśli w innych częściach wyspy jest gorąco tu panuje przyjemny chłód oraz rosną pojedyncze drzewa dające cień).

Kolejną ciekawą wycieczką jaką można odbyć na Wyspie Wielkanocnej jest wejście na wulkan Terevaka znajdujący się w jej centralnej części. Jest to najwyższe (507m npm.) wzniesienie na wyspie. Szlak na szczyt jest z technicznego punktu widzenia prosty – idzie się stale delikatnie pod górę. Jednak w czasie upałów potrafi on dać się we znaki ze względu na to że na całej jego długości nie ma gdzie się schronić przed słońcem. Dla osób nie lubiących wiele chodzić istnieje również możliwość wjechania na ten szczyt konno – co może być dla niektórych osób dodatkową lokalną atrakcją. Ze szczytu – który ma kilka niewielkich wierzchołków/kraterów – roztacza się rozległy widok na całą wyspę zdecydowanie wynagradzający trudy wędrówki.

Po trudach zwiedzania i wędrówek po wyspie warto a wręcz należy skorzystać z lokalnych restauracji. Nie należy obawiać się zdecydowanie że coś nie będzie smakowało gdyż nie po to się jedzie w odległe rejony świata aby jeść tam fishburgery i popijać je coca-colą (polscy turyści których tam spotkałem to właśnie jedli bo woleli zjeść coś co znają niż ryzykować że poznają jakieś nowe nieznane im smaki – dziwne to co najmniej ale niestety prawdziwe). Osobiście polecam dania rybne… – zarówno te z ryb pieczonych/smażonych jak i przede wszystkim mało popularne u nas ceviche (to z Rapa Nui jest zupełnie inne niż to peruwiańskie więc warto go skosztować nawet jeśli jadło się już to danie w innych krajach Ameryki Południowej). Zamiast napojów gazowanych warto skosztować soków z owoców u nas w ogóle nie spotykanych i których nazwy nawet się nie zna. Nie ma się czego obawiać – piłem kilka takich soków z różnych nieznanych mi w ogóle owoców i żaden z nich nie był zły. Jest też lokalne piwo które jest zupełnie inne od piw spotykanych na kontynencie. Lokalne piwo (sprzedawane w niektórych restauracjach – w sklepach sprzedają tylko piwa kontynentalne) jest naprawdę wyborne i warto go spróbować.

Wyspa Wielkanocna jest niewątpliwie miejscem gdzie można miło spędzić nie tylko kilka dni ale nawet i nieco dłużej. Pomimo, że ilość atrakcji jest na niej nieco ograniczona ze względu na niewielką powierzchnię wyspy to jest na niej przyjemnie co służy odpoczynkowi. Ostatnio pojawiają się pomysły wybudowania na wyspie kurortów i aquaparków jednak mieszkańcy są temu przeciwni – i jest to całkiem słuszne gdyż jeśli takie pomysły urzeczywistniły by się wyspa zatraciłaby swój niepowtarzalny charakter i stała się kolejnym zwykłym molochem turystycznym. Jej bezsprzeczny urok polega na tym że nie ma tu wielkich hoteli, wielkiego przemysłu turystycznego i hałaśliwych centrów rozrywki. Zachody słońca oglądane tutaj przez wszystkich (na wybrzeżu w tym czasie zbierają się zarówno tubylcy jak i turyści) na plaży niedaleko centrum Hanga Roa w takich właśnie warunkach smakują przewybornie! I właśnie dla spędzenia kilku takich dni zdecydowanie warto tu przyjechać.