Patagonia – wietrzna kraina

W Patagonii wieje prawie zawsze! I nie jest to zazwyczaj słaby wietrzyk ale wiatr naprawdę zdrowo dający się we znaki. Jeśli dodatkowo jeszcze akurat zacznie padać (co nie jest tam rzadkością) to okazuje się, że zwiedzanie południowych rejonów Ameryki Płd. potrafi dać czasami nieźle w kość. No ale między innymi właśnie na tym polega uroda tego regionu…

Ośnieżone patagońskie szczyty

Patagonia to przede wszystkim ogromne przestrzenie. Na południu przeważająca część tych terenów to step. Został on przez osadników europejskich przystosowany (poprzez grodzenie) i wykorzystany do wypasu bydła. Powszechnie wiadomo, że najlepsze steki na świecie to steki argentyńskie i nie ma w tym absolutnie żadnej przesady. Tak więc jeśli ktoś lubi tego typu jedzonko powinien zdecydowanie tego specjału tam skosztować. Oczywiście do potraw z krwistego mięsa warto dobrać odpowiednie, dobre wino. O to oczywiście w tamtych rejonach również niespecjalnie trudno gdyż znowu powszechnie widmo, że chilijskie wina – choć inne niż europejskie – są całkiem niezłe. Tak więc dla miłośników niezbyt zdrowego ale za to smacznego jedzenia wyjazd w tamte rejony może być całkiem ekscytującym doznaniem.

Suchy patagoński las

Wzdłuż większej części kontynentu południowoamerykańskiego ciągną się góry. W południowej części kontynentu nie są one już tak wysokie jak w części centralnej ale biorąc pod uwagę, że wyrastają z płaskiego i niezbyt wysoko położonego stepu robią wrażenie całkiem sporych. W sumie małe to one też w cale nie są gdyż szczyty mają ponad 3000 m npm. a uroku dodaje im to, że ze względu na panujący tam klimat szczyty są ośnieżone przez cały rok.

Jednym z miejsc które miłośnik górskich wędrówek musi obowiązkowo odwiedzić w tamtych rejonach jest park narodowy Torres del Paine. Ogromne skalne wzgórza wyrastające z płaskiego stepu są doskonale widoczne z naprawdę sporej odległości. Te skalne wierze oblane są dookoła turkusowymi jeziorami zasilanymi przez topniejące śniegi pokrywające szczyty Torresów. W zachodniej części parku znajduje się też imponujący lodowiec Grey.

Rejon tego parku najlepiej oczywiście zwiedzać na piechotę (co zajmuje od kilku do około 10 dni chcąc obejść cały masyw dookoła) jednak osoby nie posiadających tak wiele czasu lub nie mające zbyt wiele sił i chęci na górskie wycieczki mogą podziwiać górskie krajobrazy z pokładu stateczków wycieczkowych pływających po jeziorach u podnóży tego masywu.

Jeśli jednak ktoś zdecyduje się na górskie wycieczki na pewno nie będzie tego żałował (o ile tylko pogoda dopisze). Większość szlaków turystycznych w tamtym rejonie nie należy ani do specjalnie trudnych ani bardzo długich. Największą uciążliwością na szlakach jest oczywiście wiatr który potrafi naprawdę mocno dmuchać oraz czasami dosyć szybkie i trudne do przewidzenia zmiany pogody (tam po prostu chmury pojawiają się nagle i zupełnie znikąd).

Wędrując szlakami w rejonie parku Torres del Paine nietrudno natrafić na dziko żyjące w tym regionie gwanako. Kiedyś mocno przetrzebione stada tych zwierząt obecnie dzięki staraniom pracowników parku odradzają się. W rejonie parku na północnych stokach Torresów żyją również pantery śnieżne. Te niestety trudniej spotkać gdyż są to zwierzęta bardzo płochliwe a i liczebność ich jest zdecydowanie mniejsza. Niemniej jednak przy odrobinie szczęścia jest to podobno możliwe.

Z chilijskiego miasteczka Puerto Natales będącego bazą wypadową w rejon Tores del Paine warto pojechać do leżącej w Argentynie miejscowości El Calafate. Miejscowość ta jest doskonałym miejscem startowym umożliwiającym odwiedzenia drugiej największej atrakcji regionu – Parku Naturalnego Lodowców. Samo centrum miasteczka robi wrażenie typowo turystycznej miejscowości z mnóstwem sklepików, agencji turystycznych, hotelików, knajpek i restauracji. W centrum znajduje się park w którym znajdują się naturalnych rozmiarów liczne rzeźby historycznych postaci związanych z eksploracją okolicznych terenów. W odległości 20 min spaceru od centrum leży też rezerwat ptactwa wodno-stepowego w którym można z względnie bliskiej odległości zobaczyć żyjące w naturalnych warunkach różowe flamingi, kaczki i całe mnóstwo innych ptaków których nazw nawet nie sposób zapamiętać.

W celu kolejnego trekkingu oraz podjęcia próby zobaczenia rozsławionego przez Herzoga w filmie „Krzyk kamienia” Cerro Torre należy pojechać do podgórskiej osady El Chalten. Przed wjazdem do tej miejscowości znajduje się biuro parku (przy którym zatrzymują się przyjeżdżające autobusy) z punktem informacyjnym w którym można uzyskać informacje dotyczące parku oraz bezpłatną schematyczną mapkę szlaków turystycznych. Niestety aby zobaczyć sam szczyt Cerro Torre trzeba mieć sporo szczęścia gdyż w tym rejonie mgły i opady są częste, gęste i długotrwałe (podobno jak głoszą opowieści pada tu przez około 360 dni w roku).

Drugą równie popularną i nawet nieco wyższą górą w tym rejonie jest Fitz Roy. Przejście spod Cerro Torre pod szczyt Fitz Roy zajmuje – idąc względnie wygodnym szlakiem łącznikowym – zaledwie kilka godzin. Jeśli ma się szczęście i nie wędruje się w zbyt gęstej mgle widoki są naprawdę imponujące. Niestety jednak warunki atmosferyczne w tym rejonie zwykle zbytnio nie rozpieszczają i ze względu na mocny wiatr oraz ciągłe mżawki, raczej ciężko delektować się do woli widokami robiąc dłuższe postoje.

Wiatr w tym rejonie daje się mocno we znaki. W niższych rejonach znajduje się jednak dość gęsty las w którym można odpocząć oraz w wyznaczonych miejscach rozbić namiot. Pomimo że okolica jest piękna to jednak klimat sprawia, że zazwyczaj po kilku dniach chce się zmienić miejsce pobytu.

Po powrocie do El Calafate warto jeszcze pojechać zobaczyć jeden z trzech największych lodowców świata – Perito Moreno. Jest to podobno jeden z niewielu lodowców na świecie, który przyrasta. Czoło lodowca można podziwiać zarówno z kładek i tarasów specjalnie do tego celu wybudowanych dla turystów jak i z pokładów stateczków pływających u podnóża czoła lodowca. Widoki są przepiękne choć denerwującą może być ilość ludzi zwiedzających to miejsce. Najwięcej ludzi jest tu do południa tak więc jeśli ktoś nie lubi zbyt wielkiego tłoku warto rozważyć zwiedzanie tego miejsca w godzinach popołudniowych.

Patagonia to piękny region świata. Czyste powietrze i woda, ogromne przestrzenie, ujmująca przyroda… Jedyne co może nieco odstraszać od podróży w to miejsce to klimat. Jeśli jednak ktoś nie jest ukierunkowany na wyjazdy obfitujące w bezczynne wygrzewanie się na upalnych plażach a uwielbia przyrodę i nie lubi rejonów zbyt tłumnie odwiedzanych przez turystów to powinien rozważyć wyjazd właśnie w okolice Punta Arenas do parków Torres del Pain i Los Glaciares.