Nowa Zelandia – jeden wielki park

Nowa Zelandia postrzegana jest jak raj na |Ziemi… Jeśli chodzi o przyrodę którą można tam podziwiać opinia ta jest jak najbardziej prawdziwa. Dbałość o czystość i ekologię w kraju Kiwi jest wyjątkowo duża. W niewielu miejscach na naszej planecie można obserwować tak czystą przyrodę. Na dodatek występuje tam wiele endemitów, które jeszcze bardziej czynią to miejsce wyjątkowym i atrakcyjnym dla turystów odwiedzających ten nadzwyczaj uroczy skrawek świata. Właściwie w środowisku naturalnym nie ma drapieżników i zwierząt niebezpiecznych (jadowitych czy agresywnych). Jedynymi przykrymi stworzeniami które potrafią mocno dać się we znaki podróżnikom są pchły piaskowe na plażach i „sendflaysy” – małe latające owady kąsające jak nasze rodzime komary. Problem z nimi polega na tym że żadna moskitiera przed nimi nie uchroni albowiem są one wielkości naszych muszek owocowych – czyli że przecisną się przez każdą dziurkę w naszym namiocie – a środki przeciw owadom odstraszają je w sposób co najwyżej średnio skuteczny. I to by było chyba na tyle przykrości które mogą nas tam spotkać – reszta to sama bajka… (no chyba, że ktoś jest urodzonym pechowcem)

Nowa Zelandia jest najbardziej geotermalnym miejscem na Ziemi. To właśnie tutaj można najlepiej zaobserwować i doświadczyć działalności wulkanów, gejzerów, gorących źródeł… Najpopularniejszą miejscowością turystyczną serwującą tego typu atrakcje w Nowej Zelandii jest Rotorua leżąca mniej więcej w centrum północnej wyspy. Sama miejscowość jest w sumie średnio interesująca – ot taka zwykła większa wioska nastawiona na obsługę turystów. To co najbardziej zauważa ktoś przyjeżdżający w te rejony to charakterystyczny zapach który posiada ta miejscowość dzięki licznym gorącym źródłom z których oprócz gorącej wody i błota wydobywa się siarkowodór. Oczywiście są i przyjemne akcenty które zauważa się również zaraz po przyjeździe do tego miejsca jak np. kojąca „moczarnia nóg” w ciepłych wodach źródlanych znajduje się już na dworcu autobusowym przed budynkiem informacji turystycznej. Jednak największe atrakcje przyrodnicze znajdują się w okolicach tej miejscowości. W promieniu kilkunastu kilometrów od Rotorua znajduje się kilka miejsc wartych odwiedzenia. Są to miejsca ciekawe zarówno pod względem przyrodniczym jak i typowo rekreacyjnym (dla osób nie pragnących się jedynie zrelaksować w obiektach typu spa).

Ciekawym miejscem obrazującym różnego rodzaju zjawiska geologiczno-termalne jest dolina Vaimangu oddalona o kilkanaście kilometrów od miejscowości Rotorua. W dolinie tej można podziwiać gejzery i wielobarwne formy naciekowe. Przy wejściu do doliny turysta otrzymuje mapkę z zaznaczonymi atrakcjami turystycznymi tak więc zwiedzanie samej doliny jest proste i bezproblemowe.

Innym interesującym miejscem obrazującym zjawiska geotermalne jest Hells Gate. Jest to niewielka dolinka w której z wielu miejsc (dziur) w ziemi wydobywają się kłęby pary, gorącej wody, błota… a wszystko spowite jest w gęstym charakterystycznym zapachu siarkowodoru. Niektóre wody wydobywające się z głębi ziemi mają ponad 100 stopni inne są całkiem chłodne (mają zaledwie po kilkanaście stopni) i łącząc się z sobą na powierzchni ziemi powodują powstawanie efektownych obłoków pary. Krajobraz jest iście księżycowy a nawet wręcz piekielny. Można jednak w tym miejscu też zaznać kojącej działalności tego gorącego błota gdyż u wejścia do doliny znajduje się spa świadczące usługi dla gości.

Gorące błota występujące w okolicach Rotorua

O ile wyspa północna obfituje w ciekawe zjawiska geotermalne o tyle na wyspie południowej można doświadczyć zdecydowanie więcej ciekawych zjawisk przyrodniczych. Większość parków narodowych Nowej Zelandii znajduje się właśnie na wyspie południowej i jest to jak najbardziej uzasadnione. Każdy kto kocha przyrodę bez względu na to czy woli morze czy góry na pewno znajdzie tam coś dla siebie. Już nawet podróżując wzdłuż wybrzeży wyspy południowej (bez zapuszczania się wgłąb wyspy) można zobaczyć wiele ciekawych miejsc. Wielu turystów jadących wzdłuż zachodniego wybrzeża zatrzymuje się w miejscowości Punakaki aby podziwiać charakterystyczne formacje skalne wyrzeźbione przez wodę. Nawet zwykłe autobusy dalekobieżne robią w tym miejscu dłuższe przerwy aby turyści nimi jadący mogli zobaczyć te charakterystyczne formacje skalne.

Kolejnym interesującym przystankiem na trasie wzdłuż zachodniego wybrzeża wyspy południowej jest miejscowość Frantz Jozef. W miejscowości tej znajduje się jeden z podobno trzech największych lodowców półkuli południowej. Lodowiec ten można podziwiać zarówno oglądając go z dołu (stojąc u czoła lodowca) jak i z powietrza (gdyż w miejscowości tej można wynająć śmigłowiec i odbyć wycieczkę z przelotem nad lodowcem). Osobiście na mnie ten lodowiec nie zrobił wielkiego wrażenia ale to może dlatego że rok wcześniej widziałem Perito Moreno w Argentynie który wg mnie jest zdecydowanie bardziej widowiskowy.

W Nowej Zelandii można wypoczywać zarówno na piaszczystych złotych plażach podziwiając z nich ośnieżone szczyty gór jak i uprawiając turystykę górską. To co może dla nas być dziwne lub nawet zniechęcające to to, że przed wyruszeniem na jakikolwiek szlak musimy zarezerwować i wykupić wcześniej noclegi na całej jego trasie. Może to być denerwujące dla typowego turysty który nigdy nie wie gdzie (a przede wszystkim kiedy) będzie spędzał noc. Dodatkowo bywa to dosyć uciążliwe gdyż w przypadku złamania pogody (co tu się zdarza dosyć często) musimy iść do następnego schroniska lub na kolejne pole namiotowe (które rezerwuje się dokładnie tak samo jak schroniska),

W Nowej Zelandii istnieje kilka szlaków wybitnie obleganych przez turystów – na które bilety wstępu trzeba rezerwować na kilka miesięcy przed wyruszeniem na nie. Z jednej strony jest to uciążliwe gdyż zmusza to do podróży w zarezerwowanym terminie. Z drugiej strony daje to turyście pewność że będzie on miał miejsce w schronisku lub na polu kempingowym. Tak czy inaczej niewątpliwą zaletą tego rozwiązania jest to że na szlaku nie spotyka się zbyt wielu ludzi. Tak więc osobom lubiącym spokojne obcowanie z przyrodą powinno to rozwiązanie przypaść do gustu.

 

Jednym z najciekawszych regionów Nowej Zelandii i zarazem robiących największe wrażenie spektakularnymi widokami jest kraina zwana Fiordlandem. To tutaj znajdują się najbardziej oblegane przez turystów szlaki trekingowe. Miejscem w którym zazwyczaj zaczynają się i/lub kończą te trasy jest Te Anau. Jest to typowo turystyczna, niewielka miejscowość w której można spędzić przyjemnie nawet kilka dni na wypoczywaniu i tzw nic nie robieniu.

Jedną z tras trekingowych zaczynających i kończących się w Te Anau jest słynny Kepler Track. Aby przejść cały szlak trzeba zarezerwować noclegi na trasie z dużym wyprzedzeniem. Początkowo szlak ten wiedzie przez busz w którym podobno można spotkać kiwi. Następnie wiedzie pod górę aby po zdobyciu szczytu można było podziwiać z góry okolicę. Kolejnego dnia idzie się wąską granią do kolejnego schroniska. Po drodze przy odrobinie szczęścia można spotkać kolejnego nowozelandzkiego endemita – wysokogórską papugę kea, która występuje tylko na tej wyspie. Papugi te są niesamowicie ciekawskie i właściwie można stwierdzić że nie boją się ludzi a wręcz potrafią obskubać turyście plecak pozostawiony na postoju bez uważnej opieki.

Innym niesamowicie obleganym przez turystów szlakiem jest Milford Track. Szlak ten jest uznawany za najpiękniejszy szlak trekingowy na świecie w związku z czym miejsca w schroniskach na szlaku trzeba rezerwować na wiele miesięcy wcześniej. Na szlak wpuszczanych jest codziennie tylko 40 osób dzięki czemu nie ma na nim tłoku co niewątpliwie podnosi jego atrakcyjność. Szlak rozpoczyna się (i kończy) przeprawą łodzią. Na początku szlak biegnie przez malowniczy busz (wg mnie robiący zdecydowanie większe wrażenie niż amazońska dżungla). Następnie wznosi się wyżej… po obu stronach doliny co chwilę mija się wodospady spływające po stromych zboczach. Kolejnego dnia wychodzi się na przełęcz Mackinnon – najwyższe (choć mające tylko 1154m npm) miejsce na szlaku.

Po przekroczeniu przełęczy droga wiedzie już tylko w dół.. Na końcu szlaku dochodzi się do przystani skąd łodzią płynie się do malowniczej miejscowości Milford Sound. Sama miejscowość to właściwie tylko przystań łodzi wycieczkowych i dworzec autobusowych (oprócz tego znajdują się tam tylko dwa hotele i bar). |Jednak widok roztaczający się z przystani w Mildford |Sound jest jednym z najbardziej charakterystycznych widoków na świecie. Patrzeć na Mitre Peak można godzinami…

Nowa Zelandia jest urocza… potrafi urzekać czystością i niesamowitą przyrodą. Jednak dla kogoś lubiącego wolność w podróżowaniu może być momentami uciążliwa. Cały kraj jest dokładnie pogrodzony – każdy skrawek ziemi albo do kogoś należy albo nie ma tam wstępu. Turysta może poruszać się tylko wyznaczonymi trasami a na dodatek musi dużo wcześniej wiedzieć kiedy gdzie będzie co wyklucza spontaniczne poruszanie się nawet po szlakach turystycznych. Pomimo wszystko jednak są to miejsca które warto w życiu zobaczyć…!