Nepal – pielgrzymka do ABC

Trekking dookoła Annapurny uważany jest za jeden z najpiękniejszych wysokogórskich trekkingów na świecie. Jest też jednym z najdłuższych albowiem ciężko go podzielić na krótsze fragmenty (zrezygnować w dowolnym momencie z dalszej podróży). Sam szlak technicznie specjalnie trudny nie jest albowiem w znacznej części poprowadzony jest lokalnymi drogami które służyły w tym rejonie pielgrzymom od stuleci. Obecnie drogi te są zwykłymi drogami transportowymi po których poruszają się objuczone muły a miejscowi często jeżdżą tu wierzchem na koniach. Z powodu dawnego przeznaczenia szlaku na trasie oprócz pięknych widoków i egzotycznej przyrody zaobserwować też można wiele malowniczych zabytków (głównie sakralnych: gomp, stup, mani, czortenów…) co też przyczynia się do jego popularności.

Na atrakcyjność szlaku w znacznej mierze wpływa jego różnorodność przyrodniczo-krajobrazowa. Widoki zmieniają się tutaj stosunkowo szybko – nie ma typowych himalajskich jednostajnych dłużyzn. Jest to zarówno przyroda dzika jak i miejscami malownicze tarasowe poletka na których miejscowi uprawiają ziemię. Dodatkowo oprócz częstych zmian krajobrazu co kilka dni zmieniają się też warunki atmosferyczne gdyż w różnych częściach tego szlaku panują różnorodne klimaty. Tak więc podróżując szlakiem dookoła Annapurny możemy w ciągu kilkunastu dni przeżyć praktycznie wszystkie pory roku i być w różnorodnych krajobrazowo miejscach – od wilgotnej himalajskiej dżungli do kamienistej pustyni i ośnieżonych przełęczy oraz od tropikalnych upałów do wysokogórskich chłodów.

Szlak zaczyna się w miejscowości Khudi do której najłatwiej dojechać autobusem z Kathmandu lub Pokhary (w których wcześniej i tak należy załatwić pozwolenie na trekking, które na tym szlaku jest stosunkowo często sprawdzane w licznych punktach kontrolnych). Po przejściu „bramy” wejściowej na szlak (zarejestrowaniu się w punkcie kontrolnym na końcu miejscowości Khudi) jeśli ktoś chce skrócić pierwszy dzień marszu może jeszcze kawałek (do miejscowości Nagdi) podjechać busem/samochodem terenowym (postój obok punktu kontrolnego).

W Nagdi zaczyna się już szlak który można dalej przebyć właściwie tylko piechotą (choć miejscowi czasami fragmenty przebywają również konno lub rowerem). Na początek przez kilka dni szlak wiedzie przez tereny porośnięte roślinnością tropikalną – jest tu gorąco i często (prawie codziennie) zdarzają się tu krótkotrwałe opady deszczu. Zazwyczaj pierwszy dzień marszu kończy się noclegiem w okolicach wioski Bahundanda.

Ponieważ miejscowa ludność przez całe stulecia nie „mieszała się” ze sobą a szlak był do niedawna zamknięty dla osób z zewnątrz (a więc turystów) to przez wieki utrwalały się w tym rejonie różnice kulturowo-architektoniczne. W poszczególnych wioskach usytuowanych wzdłuż szlaku można zaobserwować tą różnorodność np. w architekturze (zarówno świeckiej jaki i religijnej). Ponieważ jest to stary (używany od kilkuset lat) szlak pielgrzymkowy w wielu miejscach znajdują się malowniczo usytuowane świątynie i małe pustelnie buddyjskie (gompy). Wiele z nich jest otwarta i możliwa do odwiedzenia przez turystów. Pierwszy większy zabytkowy klasztor na szlaku znajduje się w miejscowości Upper Pisang. Ponieważ jest on usytuowany na niewielkim wzgórzu roztacza się z niego malowniczy widok na ośnieżone szczyty Annapurny II i IV. Poza tym na samym szlaku i w prawie każdej wiosce można też oglądać stupy i chorteny (coś w rodzaju kapliczek przydrożnych) oraz mani – czyli ściany modlitewne (z kamiennymi tablicami i młynkami modlitewnymi). Obiekty te są często malowane jaskrawymi kolorowymi farbami co wygląda trochę kiczowato ale przecież kicz to sztuka szczęścia… a więc wszystko to w tych barwach wygląda całkiem sympatycznie.

Następną większą miejscowością na szlaku jest malowniczo położony Manang. To tutaj zazwyczaj turyści zatrzymują się na jakieś 2-3 dni w celu odpoczynku po dotychczasowej drodze i aklimatyzacji przed dalszą wędrówką (wiodącą na najwyższą na świecie przełęcz na szlaku turystycznym – ThorungLa). Będąc w Manangu w celu lepszej aklimatyzacji często odwiedza się położoną ponad wioską Praken Gompę (w której wędrowcy częstowani są herbatą i otrzymują błogosławieństwo na dalszą drogę od starego lamy). W okolicy tej miejscowości zabytkowych miejsc kultu religijnego jest sporo gdyż było to ważne miejsce na trasie pielgrzymek od wielu stuleci. Oprócz zwiedzania zabytkowych budowli religijnych można też odwiedzić kilka interesujących miejsc widokowych tak więc nudzić się tu nikt nie powinien nawet podczas kilkudniowego pobytu. Po minięciu tej miejscowości przez następne 3 dni droga wiedzie już tylko pod górę na ośnieżoną przełęcz ThorungLa (5416m n.p.m.). Widok z przełęczy jest oczywiści imponujący…. choć ciężko tu przebywać dłużej niż kilkadziesiąt minut albowiem mocno w tym miejscu wieje (dlatego też zaleca się aby na przełęczy być nie później niż o godzinie 11).

Po minięciu przełęczy po 5 godzinach dochodzimy do kolejnej miejscowości pielgrzymkowej ze sporym zespołem klasztornym – Muktinath. Ten obiekt jest inne niż spotykane dotychczas gdyż jest to miejsce święte zarówno dla buddystów jak i hindusów. Hindusi nazywają to miejsce Mukti Kshetra co oznacza podobno mniej-więcej tyle co „miejsce zbawienia„. Hindusi przybywają tutaj aby się obmyć w 108 źródłach bijących w okolicy których wody doprowadzono do świątyni (wypływają na centralnym placu ze 108 rur) .Wg ich wierzeń obmycie się w wodach ze wszystkich 108 źródeł oczyszcza duszę z grzechów. Sam obiekt nie prezentuje się jakoś bardzo okazale wart jednak jest odwiedzenia ze względu na widoki które roztaczają się z terenów świątynnych. Jest to też miejscowość kończąca tzw.szlak Jomsom. Po tej stronie przełęczy zmienia się też klimat i krajobraz – wkraczamy w teren będący kamienistą pustynią (tutaj deszcze już praktycznie w ogóle nie padają). Taki pustynny krajobraz towarzyszy podróżnym przez następnych kilka dni. Jeśli ktoś nie ma sił lub czasu na kilkudniową podróż w tych okolicach może skorzystać z samochodów terenowych które tutaj jeżdżą na zasadzie busów do wynajęcia.

Dalej szlak prowadzi doliną Khali Gandaki uznawaną za najgłębszą dolinę świata. Po drodze roztaczają się widoki na Dhaulagiri, Annapurnę I oraz Annapurnę South, Po kilku dniach dochodzi się do wioski Tatopani. W wiosce tej jedną z atrakcji (oprócz ciekawych knajpek w których – przynajmniej kiedy tam byłem – wieczorami występują lokalni artyści – niestety nie spytałem czy mam takie szczęście czy to tak zawsze tam wygląda) są baseny z wodą z gorących źródeł. Jeśli ktoś nie planuje trekkingu do Sanktuarium Annapurny to z tej miejscowości skieruje się dalej do miejscowości Beni (skąd kursują autobusy do Pokhary). Jeśli zaś ma zamiar zobaczyć Annapurnę z bliska czeka go od tego momentu znowu droga mocno pod górę. Na początek trzeba dojść do Ghorepani czyli miejscowości leżącej już na szlaku do Annapurna Base Camp (czyli ABC jak pisze czasami w terenie na strzałkach wskazujących kierunek marszu). Droga znowu wiedzie kilka dni przez himalajską dżunglę a więc silny wiatr dający się mocno we znaki w rejonie doliny Khali Gandaki jest mniej odczuwalny. Po dotarciu do Ghorapani dalsza podróż przebiega już typowym szlakiem do ABC czyli z Ghorepani do Chhomrongu i dalej przekraczając w poprzek kolejne doliny (a więc często po kilkaset metrów to w dół to pod górę) do Machapurchare Base Camp (MBC) i wreszcie do Annapurna Base Camp.

Kiedy już dotarłem do MBC wieczorem przy kolacji dosiadł się do mnie pracownik z obsługi schroniska i zaczęliśmy rozmowę… Zwyczajowo spytał skąd jestem… jak usłyszał, że z Polski to stwierdził, że tu u nich kiedyś kilka razy był taki jeden co się Kukuczka nazywał i czy ja go znam? Bo on jak tu był to… raz poszedł w góry i wrócił z odmrożonymi rękami i nogami a później jak następnym razem był to poszedł w góry i wróci z jeszcze większymi odmrożeniami… taki uparty wesoły gość 😉 Było to już nie pierwsze miejsce w Himalajach (zresztą nie tylko w Himalajach bo i np. w wąwozie Colca w Peru też) w którym spotkałem się z miłymi wspomnieniami miejscowych o Polakach. Nawet zauważyłem później w tym schronisku że polska flaga wisi na ścianie (ale to już pamiątka po jakimś innym klubowym trekkingu jak wynikało z pozostawionych do niej dodatków).

Od bazy pod Machapurchare (są tam dwa schroniska) do samego ABC jest już tylko ok.2 godziny a sam szlak jest przyjemny i widowiskowy. Po dojściu do ABC jest się na wyciągnięcie ręki od ogromnego rozłożystego szczytu Annapurny na skraju tzw. Sanktuarium Annapurny. Sam zanim tam się nie znalazłem nie rozumiałem zbytnio dlaczego to miejsce się tak nazywa (choć oczywiście oglądałem wcześniej zdjęcia tego miejsca). Kiedy jednak się tam jest wszystko staję się od razu zrozumiałe… to miejsce naprawdę robi spore wrażenie!

Wadą trekkingu do ABC jest to że przez kilka dni trzeba wracać tą samą drogą którą się szło idąc poprzednio. Tak więc należy wrócić do miejscowości Chhomrong (podejście do tej miejscowości jest dosyć męczące z której by strony do niej nie iść) i dopiero dalej kontynuować wędrówkę przez Landruk i Tolka do Phedi (gdzie zatrzymują się autobusy jadące do samej Pokhary). Wracając warto porozmawiać czasami z miejscowymi którzy wskazać mogą alternatywne ścieżki gdyż powrót najkrótszą drogą wcale nie jest najciekawszy (najbardziej widowiskowy) a dołożenie nawet jednego dnia – w sumie już niezbyt ciężkiej – wędrówki więcej może sprawić, że na szlaku nie będziemy spotykać zbyt wielu turystów a i widoki idąc powyżej doliny zamiast jej dnem bywają często zdecydowanie ciekawsze.

Szlaki dookoła Annapurny i do Sanktuarium Annapurny są bardzo popularnymi szlakami w związku z czym sporo jest na nim turystów (choć nie można powiedzieć, że jest na całym szlaku jakoś bardzo tłoczno). Najciekawszy wg mnie (i nie tylko wg mnie – jak wynikało z rozmów z innymi spotkanymi wędrowcami) był początkowy odcinek (do przełęczy ThorungLa). Wynika to z faktu że jest to chyba najmniej ucywilizowana część tej trasy a i ludzi tam jakoś jak by mniej… Niektórzy nie chcąc przebywać całego szlaku wybierają tylko jego część tzw szlak Jomsom (czyli od Beni do Muktinath) który w znacznej części w razie potrzeby można pokonać wynajętym samochodem terenowym lub wrócić z Jomsom do Pokhary samolotem. Ci którzy nie mają zbyt wiele czasu zwykle wybierają tylko sam fragment najkrótszego dojścia (z Nayapul) do Sanktuarium Annapurny i z powrotem (do Phedi). Choć widok u celu tego krótkiego – choć i tak kilkudniowego ( nie należy w żadnym wypadku bagatelizować aklimatyzacji do dużych wysokości) – trekkingu jest imponujący to na samym szlaku jest już dosyć tłoczono gdyż jest to najpopularniejszy szlak trekkingowy w Nepalu. Który by wariant wędrówki w okolicach Annapurny nie wybrać, zawsze będzie to wyprawa obfitująca w ciekawe widoki i egzotyczne klimaty.

Reklamy