Khmerskie dziedzictwo – Kambodża

Kambodża dla wielu ludzi jest nie tylko krajem odległym i egzotycznym ale wręcz w ogóle nieznanym. Biorąc jednak pod uwagę zarówno dziedzictwo kulturalne tego kraju jak i jego najnowszą historię jest on zdecydowanie warty poznania. Zresztą ostatnio na skutek otwarcia na świat staje się on coraz popularniejszym celem wycieczek. Wciąż jednak popularnością daleko mu do innych miejsc, które choć niewątpliwie mniej ciekawe są zdecydowanie bardziej popularne i nastawione na masową turystykę. Dlatego też zazwyczaj (z drobnymi wyjątkami) nie spotyka się tu tłumów turystów co sprawia, że bardziej dostrzega się otoczenie zamiast gwarnych euro-amerykańskich tłumów.

Stolicą kraju – od której większość ludzi zaczyna podróż po Kambodży – jest Phenom Penh. Jest to szybko rozwijające się miasto, całkiem jednak przyjazne dla turystów. W centrum miasta znajduje się kilka zabytków które – można by stwierdzić – cudem uniknęły zniszczenia za czasów rządów Czerwonych Khmerów. Najbardziej rozpoznawalnym zabytkiem stolicy jest Pałac Królewski Nie jest to historycznie stary obiekt jednak jego zwiedzanie pozwala odpocząć od hałaśliwego zgiełku miasta. Dookoła pałacu znajduje się niewielki park (a właściwie jest to plac z nasdzeniami głównie różnobarwnych kwiatów), jednak chodzić można tylko po wyznaczonych trasach (a więc nie wszędzie). Z jednej strony brak większych drzew sprawia, że budynki pałacowe są bardziej wyeksponowany z drugiej jednak strony przy kambodżańskim klimacie ciężko wytrzymać zbyt długo na takiej „patelni”. Na terenie kompleksu pałacowego jednym z ciekawszych obiektów jest Srebrna Pagoda zwana Wat Preach Keo Morokat. Nazwa tej świątyni wywodzi się od srebrnych (niektóre były chyba grawerowane – albo też są aż tak porysowane że robią takie wrażenie) płytek ułożonych na jej podłodze (po świątyni chodzi się boso – co jest w azjatyckich obiektach tego typu normą – jednak te srebrne płytki na podłodze i tak są zabezpieczone w większej części obiektu wykładzinami). Świątynia ta jest de facto czymś w rodzaju skarbca narodowego, gdyż znajduje się w niej wiele cennych przedmiotów. Większość zgromadzonych tam eksponatów to różnego rodzaju figurki buddy z drogocennych materiałów (złote, srebrne, kryształowe…) a niektóre z nich dodatkowo są bogato zdobione kamieniami szlachetnymi.

Zdecydowanie mniej przyjemne do zwiedzania jest muzeum Tuol Sleng. Jednak warto je odwiedzić aby poznać odrobinę najnowszą historię kraju. Jest ono położone w odległości niedługiego spaceru od Pałacu Królewskiego tak więc w celu dotarcia do niego nie jest konieczne korzystanie z jakiegokolwiek środka transportu. Muzeum to jest dawną szkołą średnią zamienioną przez Czerwonych Khmerów w Więzienie Bezpieczeństwa (obóz zwany S-21). Historia tego miejsca jest równie smutna i ponura co historia np. obozu w Oświęcimiu z tą różnicą, że w obozie S-21 eksterminowano masowo obywateli własnego kraju. W Demokratycznej Kampuczy (tak nazywała się Kambodża za czasów panowania Czerwonych Khmerów) społeczeństwo było idealne – nie istniały choroby, starość, ułomności… (eksterminowanym można było być np. za noszenie okularów). Z całą pewnością najnowsza historia kraju nie jest tym z czego mieszkańcy mogą być dumni… ale nie należy o niej zapominać.

To co jest magnesem przyciągającym turystów z całego świata do Kambodży to bez wątpienia kompleks zwany Angkor Wat. Zabytkowe ruiny miast i świątyń znajdują się w okolicach obecnego miasta Siem Rap. Właściwie nie jest to jedna świątynia ani nawet jeden zespół świątynny… jest to wiele obiektów rozsianych po okolicy pochodzących z różnych okresów. Aby je – choćby pobieżnie – zwiedzić, potrzeba co najmniej kilku dni. Po okolicy najlepiej poruszać się rowerem (wynajęcie skutera – tak popularnego w całej Azji – przez turystów w okolicach Angkor Wat nie jest możliwe). Odległości między zabytkami są na tyle duże, że ciężko by je było pokonać na piechotę a wynajęcie taksówki na kilka dni pociąga za sobą z jednej strony koszty a z drugiej i tak nie pozwala dotrzeć bezpośrednio do niektórych obiektów.

Właściwie zdecydowana większość zabytków to ruiny zabezpieczone oraz udostępnione do zwiedzania. Prawie wszystkie one są w pełni dostępne i wszędzie można samemu wejść. Choć nie ma w nich właściwie eksponatów – poza tym co kamienne – to same ruiny są na tyle interesujące, że można je zwiedzać całymi dniami. Na niektórych ścianach zachowały się dawne płaskorzeźby dzięki czemu przy odrobinie wyobraźni można wnioskować jak kiedyś wyglądały świątynie które obecnie popadły w ruinę. Niektóre dawne budowle są dopiero odnajdywane pośród dżungli i konserwowane (odnawiane) .

Zastanawiać się można czy gdyby te obecne ruiny były zachowane/odnowione w stanie idealnym robiłyby też aż takie wrażenie? Prawdopodobnie wówczas – gdyby zwiedzało się je tak jak np. Watykan – straciły by bardzo wiele na swym uroku. Atmosfera okolic Angkor Wat jest naprawdę magiczna… bywają miejsca w których ilość turystów jest niewielka (właściwie można być tam przez jakąś chwilę samemu), dookoła biegają dziko żyjące małpy a w powietrzu unoszą się zapachy dżungli… Wiem, że może się to wydawać dziwne dla kogoś kto tam był ale nawet na terenie samego kompleksu Angkor można znaleźć takie miejsca (boczne korytarze) do których turyści docierają sporadycznie i właściwie przez przypadek a więc nawet tam można znaleźć chwilę spokoju. Biorąc pod uwagę, że są to miejsca zacienione i zbudowane z kamienia jest tam przyjemny chłód w którym można przeczekać najbardziej upalne godziny dnia.

Kompleks Angkor Wat leży pośrodku dżungli i może właśnie dzięki temu wiele zabytków przetrwało do dnia dzisiejszego. Obecnie odnajduje się coraz to nowe obiekty i stara się je wydrzeć naturze. Jednak paradoksalnie wiele też budowli jest przez tą samą naturę niszczonych. Obrazy drzew oplatających konarami i korzeniami mury starożytnych świątyń (które wielu zna z filmu Thomb Rider z udziałem Angeliny Jolie) są tam powszechne. Z jednej strony usunięcie tych oplatających mury drzew mogłaby spowodować zawalenie się niektórych obiektów z drugiej strony pozostawienie ich naturze i tak prawdopodobnie doprowadzi do ich zniszczenia. Tak czy inaczej widoki ogromnych drzew oplatających kamienie świątynie robią niesamowite wrażenie.

W centralnym punkcie całego kompleksu leży Angkor Thom. Kiedyś było tam królewskie miasto do którego dostać można się było przez bramy wychodzące na cztery strony świata. Dookoła całego miasta ciągnęły się kamienne mury i fosa. Przez fosę do miasta dostać się można było tylko przez kamienne mosty. Zarówno bramy miejskie jak i mosty były przyozdobione kamiennymi figurami przedstawiającymi rozmaite postaci. Postaci te miały podobno odstraszać potencjalnych wrogów od miasta (a przynajmniej wiele z nich wygląda tak jakby miało takie zadanie). Pomimo, że widać na tych budowlach ząb czasu to i tak robią one spore wrażenie nawet teraz.

Angor Thom było siedzibą królestwa przez kilka pokoleń. Każdy z władców rozbudowywał je stąd imponujących rozmiarów ruiny. Najwspanialszą świątynią w tym rejonie jest Bayon na którego wieżach znajdują się twarze patrzące w różne strony. Istnieje kilka teorii dlaczego i po co one tam się znalazły. Jedna z nich mówi, że miały one odstraszać wrogów i sprawiać wrażenie, że cała okolica jest dokładnie obserwowana. Po dawnych miastach znajdujących się na tym terenie zostały właściwie jedynie świątynie gdyż inne obiekty budowano z materiałów, które uległy zniszczeniu. Nawet pałac królewski był wykonany z drewna tak więc i z niego niewiele zostało. Obecnie Angkor Thom jest tłumnie odwiedzane przez turystów. Rządni egzotycznych wrażeń (lub też po prostu leniwi) mogą się przejechać dookoła Bayonu na grzbiecie słonia. Akurat w tym rejonie pozostawiono wiele sporych drzew więc przejażdżka czy to na słoniu czy na rowerze albo nawet spacer na piechotę jest przyjemny (bo w zacienionej okolicy – nieco dalej na odkrytym terenie panuje skwar trudny do wytrzymania).

Niewątpliwie najbardziej znanym i robiącym największe wrażenie jest sam Angkor Wat. Jest to jedna z najmłodszych zabytkowych budowli w okolicy, dlatego też została zachowana w najlepszym stanie. Dodatkowo przez wiele lat opiekowali się nią (mieszkali na jej terenie) mnisi buddyjscy którzy jak wiadomo raczej nie niszczą świątyń 😉 Angkor Wat robi ogromnie wrażenie zarówno ze względu stanu w jakim został zachowany jak i rozmiarów samego kompleksu. Tłumy turystów tu przybywających są ogromne a pomimo to można znaleźć na terenie obiektu miejsca w które mało kto zagląda. Jeśli ktoś nie ma wielkich problemów z porannym wstawaniem (nawet jeśli ma to jak tylko jest się w stanie jakoś zmusić aby jednak wstać nie będzie żałował) powinien się wybrać poobserwować wschód słońca nad Angkorem. Jest to doznanie graniczące z mistycyzmem… jeśli tylko się znajdzie takie miejsce żeby człowieka inni obserwatorzy nie zadeptali (bo chętnych na takie widoki jest niemało).

Kompleks potocznie nazywany Angkor Wat (którego Angkor jest tylko niewielką częścią) jest naprawdę spory. Na pobieżne jego zwiedzenie potrzeba co najmniej 3 całych dni a na nieco dokładniejsze poznanie nawet tydzień nie będzie za wiele. Wielu jednak turystów przyjeżdża tu na krótko co sprawia, że zamiast chłonąć atmosferę tego miejsca wszystkimi zmysłami (można również smakowymi – ananasy czy kokosy w takim miejscu smakują zdecydowanie inaczej) po prostu zalicza kolejne obiekty zaznaczone na mapach turystycznych. Sam spotkałem tam taką właśnie wycieczkę turystów z polski, którzy w pół dnia zaliczyli cały Angkor Wat, Angkor Thom oraz parę innych kompleksów w okolicy… Nie mam pojęcia jakim sposobem to zrobili ale odznaczali na mapie miejsca zaliczone (tak zresztą to sami nazywali) – trochę po trzynastej zostało im do zaliczenia jeszcze jakieś jedno czy dwa miejsca. Jeśli kogoś takie zaliczanie faktycznie satysfakcjonuje to może będzie miał po takiej ekspresowej wycieczce o czym wnukom (a może tylko kolegom i koleżankom w pracy) opowiadać. Jednak zamiast jeździć na drogie a krótkie wycieczki turystyczne i żyć tak modnie obecnie fast-food’owo (ekspresowo) warto zacząć zwiedzać świat własnym tempem i nieco mniej przez szybę (bardziej osobiście)… bo wówczas wszystko smakuje zdecydowanie inaczej.

Reklamy