Australia – kraina nie tylko kangurów

Wielu ludziom Australia jawi się jako strasznie odległy a przez to niesamowicie egzotyczny kraj. W rzeczywistości Australia ani nie jest najodleglejszym miejscem na świecie (przynajmniej nie od Polski) ani też kulturowo nie jest aż tak egzotyczna jak by się niektórym mogło wydawać. To co niewątpliwie w Australii jest ciekawe i godne uwagi to przyroda. Z racji tego, że jest to kraj (a właściwie kontynent) ze wszystkich stron otoczony wielkimi wodami wiele z żyjących tu zwierząt jest endemitami (występują tylko w Australii).

Jednym z miejsc od których zaczyna się (lub kończy) zwykle zwiedzać Australię jest Sydney. Ponieważ Australia to kraj młody to nie ma on zbyt wielu zabytków (a już na pewno nie w europejskim tego słowa rozumieniu). Sydney chyba wszystkim kojarzy się z operą. Trudno być tam i jej nie widzieć… Budynek ten – wcale nie taki stary – już podczas budowy pochłonął znacznie większe środki niż planowano. Obecnie choć – w cale nie taki stary – jest remontowany i widać na nim znaki czasu (a może to tylko ślady użytkowania ;)). Jedno co niewątpliwie można stwierdzić to to że zdecydowanie lepiej wygląda on z pewnej odległości (czy też na zdjęciach) niż oglądany bezpośrednio z bliska. Kolejną ciekawostką jest to, że nie jest on biały – choć czasami tak by można było pomyśleć oglądając niektóre zdjęcia. W rzeczywistości jest on pokryty kafelkami o kolorze lekko-piaskowym (nie znam się zbyt dobrze na nazwach kolorów więc nie wiem czy to poprawne określenie). Jednak po zapadnięciu zmroku jest on podświetlany kolorowymi reflektorami – dlatego też na niektórych zdjęciach nocnych jest on kolorowy. Zdecydowanie pozytywniejsze wrażenie zrobił natomiast na mnie duży nadbrzeżny park, który położony jest właśnie w bezpośrednim sąsiedztwie opery. Jest tam na tyle przyjemnie, że można tam spędzić nawet cały dzień (na noc park jest zamykany).

Niedaleko Sydney znajduje się nadmorski Royal National Park. Jest to popularne miejsce weekendowych wyjazdów mieszkańców Sydney. Większość trafiających do niego ludzi ogranicza się do wycieczek wzdłuż wybrzeża (albo w ogóle tylko do plażowania). Jednak wiele interesujących miejsc można znaleźć tez w głębi lądu. Różnice krajobrazu, flory i ukształtowania terenu między częścią przybrzeżną a tą położoną ledwie kilkaset metrów do kilku kilometrów od brzegu są ogromne. Właśnie ze względu na tą różnorodność warto przejść się kilkoma szlakami biegnącymi w poprzek parku a nie tylko wzdłuż wybrzeża.

Inną nieodległą atrakcją od Sydney są Góry Błękitne. Góry te zawdzięczają swoją nazwę kolorowi w jakim są postrzegane w niektórych okresach (kiedy parujące olejki z drzew eukaliptusowych załamują tak światło iż wydają się one właśnie błękitne). Ciekawostką może być to, że nam góry kojarzą się z czymś na co trzeba wchodzić (dojeżdża się do ich podstaw). W Australii jak przystało na miejsce w którym świat stoi na głowie jest odwrotnie. Wszystkie miejscowości znajdują się na szczycie płaskowyżu (tam też dojeżdżają pociągi i autobusy). Tak więc wybierając się w tamte rejony od razu jest się na górze i jak ktoś chce może zejść do ich podnóża. Pamiętać jednak należy przy wycieczkach w dół dolin, że droga powrotna wymaga wyjścia na górę co w australijskim upale – idąc nawet przez las – może się trochę dać we znaki.

Ponieważ Australijczycy nie potrafili się zdecydować gdzie ma być ich stolica – czy w Sydney czy w Melbourne (dwa największe miasta kraju) to usytuowano ją – mniej więcej – po środku drogi pomiędzy tymi miastami. Canberra jest rozłożysta… co powinno stanowić jej zaletę jednak czasami bez własnego środka transportu po prostu ciężko się dostać z jej jednego krańca w drugi. Inną ciekawostką jest to że w niektórych dzielnicach mieszkalnych ciężko jest znaleźć jakiś sklep spożywczy – nam się to wydaje dziwne jak można żyć bez sklepów ale oni tak mają (na zakupy jeżdżą do centrów handlowych). Tak więc zwiedzając odległe od centrum rejony należy się zaopatrzyć choćby w wodę gdyż znalezienie miejsca jej dystrybucji może być nieco czasochłonne. Ponieważ Canberra jest stolicą kraju to znajdują się w niej budynki rządowe. Chyba wszyscy którzy przybywają (przejeżdżają) przez Canberrę zwiedzają parlament. Budynki parlamentu są obecnie dwa. Jeden stary (mniejszy) nie jest już obecnie używany zgodnie ze starym przeznaczeniem i drugi nowy (usytuowany nieco wyżej). Parlament może zwiedzać każdy i wszystkie pomieszczenia są ogólnodostępne. Na korytarzach znajdują się wystawy a stołówki serwują posiłki w cenach nie aż tak dużo wyższych niż w inne restauracje w okolicy – każdy więc może zasmakować życia parlamentarzysty.

Parlament w Canberze znajduje się na niewielkim wzgórzu a dookoła rozpościera się się duży park. Cały teren przed parlamentem aż do jeziora graniczącego z centrum miasta to tereny rekreacyjno-sportowe oraz wystawiennicze. Znajduje się tam szereg różnego rodzaju galerii (tyle że nie handlowych), które można zwiedzić będąc w okolicy. Nie ma w nich może wielkich dzieł sztuki (przynajmniej nie na stałe – choć przyjeżdżają tam również eksponaty np. z europy) ale za to są one w większości dostępne bezpłatnie (pojedyncze ekspozycje bywają czasami płatne). Dookoła galerii w parku również znajduje się sporo instalacji przestrzennych. Jest to miejsce w którym można spokojnie i przyjemnie spędzić dzień lub dwa jako przerwa w podróży jeśli wypadnie ona akurat w Canberze. Jeśli ktoś nie dysponuje zbyt dużą ilością czasu lub też Canberra nie leży na drodze jego podróży może zupełnie i bez żalu ją ominąć gdyż w Australii jest wiele innych miejsc wartych odwiedzenia.

Góra Kościuszko to najwyższy szczyt w Australii. Tereny dookoła niej to Park Narodowy (na teren którego za wjazd pojazdem trzeba płacić – ale jeśli się przechodzi punkty kontrolne na piechotę to już opłata nie jest pobierana). Niestety w okresie letnim nie ma możliwości dojazdu w okolice miejscowości Thredbo – leżącej u podnóża góry – autobusami (podobno jeżdżą tam autobusy w sezonie zimowym). Miejscowość Thredbo to przede wszystkim ośrodek narciarski. Znajduje się tam sporo różnego rodzaju pensjonatów i innych miejsc zakwaterowania, jednak w okresie letnim większość z nich jest po prost zamknięta. Wiele parkingów w lato też jest pusta i nawet skibus który zimą jeździ nie ma swojego letniego odpowiednika (miejscowość nie jest wielka więc dotarcie gdziekolwiek na piechotę nie sprawia problemu). Po trasach narciarskich od górnej stacji kolejki w lecie można jeździć na rowerze (down-hill). Na szczyt Góry Kościuszko można wejść szlakami z samej miejscowości Thredbo albo podjechać kolejką…. i dalej już na piechotę już tylko 6km do szczytu. Droga na sam szczyt wiedzie przez chodnik wykonany ze stalowych krat… co sprawia, że nie jest to dla nas (przyzwyczajonych do nieco innego rodzaju szlaków) zbyt atrakcyjna wycieczka. Widoki ze szczytu jak na Australię może są i mało spotykane jednak w porównaniu z widokami alpejskimi nie wypadają już aż tak imponująco. Tak czy inaczej… będąc w okolicy warto wybrać się na taką wycieczkę gdyż jest ona niewątpliwie interesująca jak na warunki australijskie. Jednak nie należy się spodziewać niczego spektakularnego bo przecież – o czym należy pamiętać – Australia raczej stosunkowo płaskim kontynentem jest 😉

Australia z całą pewnością każdemu – nawet przedszkolakom – kojarzy się z kangurami. Ciężko sobie wyobrazić osobę, która jedzie do Australii bez nadziei na zobaczenie kangurów. I jest to w pełni uzasadnione gdyż kangury są w Australii powszechne – tak jak u nas np. krowy. Najwięcej spotyka się szczątki kangurów rozjechanych przez auta na poboczach ulic, gdyż podobno w nocy bardzo łatwo na nie wpaść. Widok ten jest tak powszechny, że czasami ciężko przejść kilkaset metrów poboczem nie spotykając takich widoków. Spotkać je można właściwie wszędzie – widzi się całe stada jadąc pociągiem czy autobusem wylegujące się na przydrożnych łąkach. Pojedyncze sztuki zdarzają się nawet w parkach miejskich – osobiście spotkałem takiego o świcie w Canberze. Często spotyka się je na szlakach turystycznych i łąkach będących polami namiotowymi… i to nawet całkiem spore – po ponad sto osobników – stada. Kangury nie są zbytnio płochliwe. Można do nich podejść (czasami przypadkiem nie zauważając ich) na odległość nawet dwóch metrów – stoją one w miejscu i patrzą się na człowieka aż nie wykona jakiegoś gwałtownego ruchu. Jednak warto zachować ostrożność, gdyż uderzenie ogonem lub kopnięcie przez kangura może skończyć się niezbyt przyjemnie.

Podróżując z Sydney do Melbourne warto się po drodze zatrzymać w okolicach Wilson Promontory National Park. Przyjemne pole kempingowe znajduje się w sąsiedztwie miejscowości Walkerville. Jest ono położone praktycznie na plaży. Ponieważ jest to miejsce mało popularne i dosyć odosobnione panuje tam spokój którego próżno szukać na plażach w okolicach wielkich miast.

Jeśli jednak ktoś nie lubi odosobnienia a woli „cywilizowane” plaże to jedną z plaż położonych bliżej Melbourne jest ta w miejscowości Geelong. Ciekawostką może być to, że w pierwszy dzień Świąt Bożego Narodzenia bilety kolejowe na trasach w okolicach Melbourne są bezpłatne. Złą wiadomością natomiast jest to, że zwyczajowo Australijczycy spędzają te święta piknikując na plaży a więc zarówno pociągi są pełne jak i plaże zatłoczone. No ale jeśli już ktoś się znajdzie w tamtej okolicy w tym czasie to zdecydowanie lepszym pomysłem jest wyjazd na plażę niż siedzenie w centrum Melbourn.

Jeśli chodzi o samo Melbourne to jest to spore miasto w którym – podobnie jak w Sydney – zazwyczaj się zaczyna lub kończy podróż po Australii. W moim odczuciu jest to miasto mniej ciekawe dla turysty niż Sydney (wpływa na to przede wszystkim fakt mniejszego urozmaicenia linii brzegowej – czyli brak tak wielu interesujących plaż w bezpośredniej bliskości centrum – ale również brak interesujących parków narodowych niezbyt odległych od miasta). W Sydney można przez kilka a nawet kilkanaście dni codziennie wybrać się na inną plażę a każda z nich jest różna od pozostałych – w Melbourne aż takiego wyboru i różnorodności nie ma. Niewątpliwą atrakcją Melbourne są spacery wzdłuż rzeki Yara – płynącej przez samo centrum. Jest też ciekawy park… więc zawsze jakoś miło czas można tam spędzić ale na pewno warto pojechać w głąb kontynentu gdyż to co najciekawsze – czyli interesująca przyroda – znajduje się z dala od centrów wielkich miast.

Australia to wielki kraj zajmujący cały kontynent i ciężko go zwiedzić w kilka tygodni. Wiele osobliwości przyrodniczych jest oddalonych od siebie o dziesiątki a nawet setki kilometrów. Niektóre osoby jadąc tam chcą zobaczyć jak najwięcej w jak najkrótszym czasie. Może jednak zamiast być wszędzie i widzieć wszystko po trochu (a w zasadzie nic dokładnie) warto ograniczyć się do jakiegoś mniejszego obszaru będącego fragmentem tego – niby najmniejszego ale jednak – kontynentu, tak aby zostawić coś sobie na następną podróż życia… Bo nawet jeśli się tam pojedzie po raz kolejny to z całą pewnością będzie co zwiedzać i absolutnie nie muszą to być miejsca już wcześniej odwiedzone.